Aktualności
Mówię "tak" dla GMO - prof. Tomasz Twardowski
Ogromne możliwości i nowe
perspektywy związane z wykorzystaniem biotechnologii stały
się też powodem wielu obaw. Ich wynikiem są przepisy, które
mają zminimalizować zagrożenia związane z gospodarczym
wykorzystywaniem organizmów genetycznie modyfikowanych
(GMO).
Wiele wątpliwości i obaw dotyczących wykorzystywania GMO w
rolnictwie i produkcji żywności wynika z braku wiedzy o
istocie nowych technologii i ich relacji z dotychczas
stosowanymi technikami w hodowli roślin uprawnych.
Najczęstszym nieporozumieniem jest pogląd, że wprowadzanie
zmian w genetycznym kodzie organizmów stało się możliwe
dopiero dzięki metodom biologii molekularnej, a także iż
zmiany zapisu genetycznego są czymś nowym, dotąd
niestosowanym.
W rzeczywistości od zarania dziejów w rolnictwie modyfikacje
genetyczne były podstawą udomowienia roślin i nie ma już ani
jednego gatunku uprawnego, który nie byłby modyfikowany
genetycznie. Nowością inżynierii genetycznej jest sposób
zmieniania zapisu genetycznego organizmów, a nie sam fakt
dokonywania tych zmian. Z punktu widzenia hodowcy roślin
nowoczesna biotechnologia stwarza tylko dodatkowe możliwości
tworzenia zmienności genetycznej, z której korzysta on w
procesie selekcji i hodowli nowych odmian roślin uprawnych.
Ile kosztuje zakaz dla GMO?
Przeciwnicy inżynierii genetycznej i wykorzystania GMO
bardzo starannie pomijają nader istotny problem: ile
stracimy na rezygnacji z nowoczesnej biotechnologii. Jeżeli
my zrezygnujemy, to inni zajmą nasze miejsce! Ile zatem
będzie nas kosztować błąd zaniechania, za który zapłacą
wszyscy podatnicy?
Wycena całościowa jest niemożliwa. Natomiast są konkretne
przykłady. Polska nie jest samowystarczalna żywnościowo.
Rocznie importujemy ok. 2 mln ton genetycznie zmodyfikowanej
soi i kukurydzy na pasze. Można kupić surowiec
niezmodyfikowany, ale ok. 30 proc. drożej. Wtedy albo
produkty powstałe na bazie tych pasz (jaja, mleko, kurczaki,
schab, wołowina) podrożeją o blisko 10-20 proc., albo te
same produkty będziemy importować. Tyle że sprowadzane z
zagranicy, np. kurczaki będą skarmione paszą genetycznie
zmodyfikowaną i na dodatek będą droższe, bo z importu.
Inny przykład: gąsienica o nazwie Omacnica prosowianka nie
występowała w Polsce przed 2000 r., jednak już w 2006 r.
spowodowała w południowej Polsce straty rzędu 40 proc.
Zabiegi agrotechniczne nie dają praktycznie żadnego efektu;
co więcej, kukurydza zniszczona przez omacnicę jest
dodatkowo zanieczyszczona mykotoksynami groźnymi dla ssaków,
czyli także dla człowieka. Genetycznie zmodyfikowana
kukurydza MON810 zapewnia plony bez strat. Wprawdzie ziarno
siewne jest droższe, za to rolnik ma zapewniony zysk, a nie
stratę. Taka kukurydza w niewielkim zakresie jest uprawiana
w naszym kraju od 2006 r.
Dramatyczny wzrost cen artykułów rolnych, głównie zbóż na
rynkach światowych w ubiegłym roku, pokazał, jak iluzoryczne
są nagłaśniane w mediach nadwyżki w rolnictwie. Z danych
Instytutu Ekonomiki Rolnictwa wynika, że mimo nadwyżek w
pewnych asortymentach jesteśmy jako kraj importerem netto
żywności. Oznacza to, że wzrost wydajności i obniżanie
kosztów produkcji będą w dalszym ciągu decydowały w walce
konkurencyjnej. Zakaz wykorzystywania w rolnictwie odmian i
produktów GMO dopuszczonych przez UE rodzi nie tylko
konflikt z prawem unijnym, ale pozbawia też polskich
rolników ważnego elementu podnoszenia efektywności
produkcji. Ponadto rośliny genetycznie zmodyfikowane mają
zasadnicze znaczenie dla produkcji bioenergii z surowców
odnawialnych oraz biomateriałów.
Alternatywne rozwiązania, np. często wspominane rolnictwo
ekologiczne czy też żywność "naturalna", są bardzo kosztowne
i mało wydajne, a przez to adresowane do zamożnego
konsumenta gotowego za szczególny produkt zapłacić wysoką
cenę. Obecnie rolnictwo ekologiczne w Polsce nie stanowi
więcej niż 1 proc.
Strachy na lachy
Największy sprzeciw budzi stosowanie GMO w rolnictwie w
formie transgenicznych odmian roślin uprawnych. Sprzeciw
przed stosowaniem GMO niewiele ma wspólnego z ewentualnym
ryzykiem. Uwolnienie do środowiska zmodyfikowanych bakterii
w celu ich wykorzystania w technologiach ochrony środowiska
obarczone jest często większym ryzykiem niż uprawa
transgenicznych odmian roślin uprawnych czy też produkcja
żywności.
Obawy związane z użytkowaniem GMO w rolnictwie, które legły
u podstaw restrykcyjnych klauzul zawartych w polskich
ustawach o paszach i nasiennictwie, najkrócej i najbardziej
rzeczowo skwitowała Komisja Europejska. W stanowisku
opublikowanym 19 stycznia br. Komisja uznała, że polski rząd
nie przedstawił żadnych danych merytorycznie uzasadniających
obawy przed GMO i modyfikowaną genetycznie żywnością, które
zostały dopuszczone do uprawy i obrotu przez kompetentne
organy UE.
Należy podkreślić, że przepisy UE dotyczące GMO, a
szczególnie modyfikowanych roślin w rolnictwie, są bardzo
restrykcyjne. W konsekwencji przed dopuszczeniem do obrotu
lub uprawy każda nowa transformacja, a nie tylko rodzaj
organizmów, jest szczegółowo badana pod każdym względem.
Na zamówienie Departamentu Rolnictwa USA Amerykańska
Akademia Nauk opublikowała w 2002 r. raport o wpływie roślin
transgenicznych na środowisko koncentrujący się na ocenie, w
jaki sposób istniejące regulacje prawne pozwalają
przewidywać potencjalne zagrożenia związane z tą
technologią. Najważniejsza konkluzja tego opracowania brzmi:
rolnictwo w istocie jest aktywnością świadomie ograniczającą
bioróżnorodność. Proces transgenezy nie wiąże się z innym
rodzajem ryzyka niż to związane z tradycyjnymi metodami
tworzenia zmienności genetycznej. Pod względem potencjalnych
zagrożeń dla środowiska nie ma zasadniczej różnicy między
odmianami transgenicznymi a wprowadzeniem gatunków z
odmiennych ekosystemów. W przypadku roślin transgenicznych
ich znaczny stopień udomowienia zmniejsza wręcz ryzyko tych
zagrożeń w porównaniu z tzw. gatunkami inwazyjnymi. Mimo to
procedury stosowane w procesie uwalniania do środowiska
roślinnych GMO zakładają, że potencjalne zagrożenia są
analogiczne jak w przypadku gatunków inwazyjnych.
Dziwna jest sytuacja, w której praktycznie nie znajdujemy
żadnej "propagandy" i "reklamy" genetycznie zmodyfikowanych
produktów (roślin, pasz, ich przetworów czy np. leków), a
obserwujemy intensywną krytykę i zgłaszanie obaw, które nie
są poparte kompleksowymi badaniami. Komisja Europejska
prowadziła prace nad wpływem GMO na człowieka i środowisko
przez wiele lat; Europejski Urząd Bezpieczeństwa Żywności
(EFSA) prowadzi ciągły nadzór, European Joint Research
Center nadzoruje sieć laboratoriów kontrolnych GMO. Jednakże
pojedyncze niezweryfikowane oświadczenia w mediach (sławetne
prace Pusztaia sprzed blisko 10 lat czy też Ermakowej z 2006
r.) zyskują znacznie większy rozgłos i te właśnie poglądy
popularyzowane są przez nielicznych naukowców.
Najzwięźlej rzecz ujął w grudniu abp Józef Życiński,
wzywając wiernych, "aby nie bali się żywności modyfikowanej
genetycznie. Medycyna nie ma żadnej wiedzy, by żywność
zmieniona genetycznie niosła jakieś zagrożenia". (cytat za
PAP). Pod tymi słowami podpisuję się obiema rękami.
Bilans zysków i strat
Warto poważnie dyskutować o potencjalnych zagrożeniach.
Pierwsza kwestia to monopole, globalizacja i zyski.
Producent pracuje dla zysku. Obowiązkiem państwa jest
kontrola, aby zysk był godziwy i nie krzywdził ludzi.
Kwestia ładu w przyrodzie oraz zachowania bioróżnorodności
też jest bardzo istotna. Każdy producent rolny dąży do
monokultury, a zatem aby na polu pszenicy rosła tylko i
wyłącznie pszenica, a nie maki i chabry. Zrozumiałe, że aby
to osiągnąć, rolnik stosuje chemię, która zanieczyszcza
środowisko. Dążymy do otrzymania nowych właściwości roślin i
zwierząt, które są nam potrzebne, a które nie występowały
wcześniej w przyrodzie. Przykładem może być pszenżyto (czyli
krzyżówka dwóch niekrzyżujących się naturalnie gatunków),
które otrzymano zaledwie 50 lat temu. Albo tzw. czarne
tulipany, których wyhodowanie było możliwe dzięki
zastosowaniu promieniotwórczości.
Pozostaje pytanie: czy mamy 100 proc. pewności i
bezpieczeństwa, czy wiemy, jakie będą efekty naszych
dzisiejszych działań za kilka pokoleń? Otóż uczciwa
odpowiedź na to pytanie brzmi: przekształcanie myśli
uczonych w codzienne produkty konsumpcyjne prowadzi do
większej liczby pytań niż odpowiedzi. Taki jest postęp nauki
i techniki. Dzięki temu współcześnie żyjemy tak długo, a
jakość naszego życia jest na tak wysokim poziomie.
Rezygnując z innowacji, rezygnujemy z poprawy warunków
naszego wspólnego bytu.
Należy dokonać bilansu zysków i strat. Wprowadzenie
administracyjnych zakazów spowoduje przede wszystkim import
żywności (w pierwszym rzędzie mięsa drobiowego) na dodatek
również opartej na surowcach genetycznie zmodyfikowanych.
Poza tym narażamy się na konflikt z Unią Europejską i
osłabiamy konkurencyjność produkcji krajowej. Droższa
żywność z importu oznacza zaś wzrost kosztów utrzymania i
likwidację miejsc pracy w rolnictwie.
Przyjęcie przez Polskę bardzo rygorystycznych regulacji w
zakresie GMO, jakimi są przepisy UE, w wystarczającym
stopniu spełnia wymogi przezorności w korzystaniu z nowych
technologii. Nie zamyka też przed producentami możliwości
korzystania z nowych technologii, a konsumentom daje prawo
wyboru.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Śródtytuły od redakcji GW
Tekst ten został opublikowany w Gazecie Wyborczej z dn. 25.
02. 2008 roku jako głos w dyskusji na temat GMO toczącej się
na łamach tego dziennika.