Aktualności
Opinia prof. P. Węgleńskiego o projekcie ustawy "Prawo o GMO"
Uwagi ogólne
Projekt ustawy jest generalnie znacznie lepszy niż ustawa
obecnie obowiązująca. Ma jednakże kilka mankamentów, na
które pozwolę sobie zwrócić uwagę. Omówię je szczegółowo,
ale zacznę od przedstawienia kilku uwag ogólnych.
1. Autorzy ustawy wydają się wychodzić z założenia, że GMO
jest czymś niesłychanie groźnym i różne rodzaje GMO różnią
się jedynie stopniem zagrożenia, jakie powodują. Sądzę, że
ustawa byłaby lepiej przyjęta, gdyby w preambule zawarte
byłoby stwierdzenie, że inżynieria genetyczna jest metodą
stosowaną od ponad 30 lat, która zaowocowała niezwykle
ważnymi osiągnięciami w dziedzinie medycyny, chemii i
biologii. Dzięki inżynierii genetycznej mamy tak ważne leki
jak ludzka insulina, szczepionki przeciwko żółtaczce i wiele
innych. Przewiduje się, że inżynieria genetyczna będzie w
niedługim czasie drogą do terapii wielu chorób, w tym chorób
nowotworowych i chorób układu krążenia. Celem niniejszej
ustawy jest ułatwienie prowadzenia przez polskich uczonych
badań w dziedzinie zastosowań inżynierii genetycznej, przy
jednoczesnym zapewnieniu całkowitego bezpieczeństwa tych
badań, tak, aby ich rezultaty nie spowodowały negatywnych
skutków dla ludzi i dla środowiska.
2. Projekt ustawy opiera się na dyrektywach unijnych
dotyczących rozmaitych aspektów prac nad GMO i uwalniania
ich do środowiska. Prawo UE w zakresie dotyczącym GMO jest
wyjątkowo restrykcyjne i nie ma powodów by w Polsce je
zaostrzać. Jako zaostrzenie zasad pracy z GMO uważam
wprowadzenie obowiązku nie tylko zgłaszania lub uzyskiwania
zgody MŚ na wykonanie projektów prac, ale również obowiązek
uzyskania zezwolenia na prowadzenie „Zakładu inżynierii
genetycznej”. Autorzy projektu nie byli świadomi faktu, że w
Polsce technikami inżynierii genetycznej posługują się
zespoły naukowe we wszystkich Uniwersytetach,
Politechnikach, Akademiach Medycznych, Wyższych Szkołach
Rolniczych oraz w dziesiątkach instytutów naukowych, zarówno
Polskiej Akademii Nauk, jak i poszczególnych resortów.
Proste doświadczenia z zakresu inżynierii genetycznej
zaczęły też trafiać do szkół licealnych, na festiwale
naukowe itp. Prace prowadzone w polskich instytucjach
naukowych w ogromnej większości są pracami I kategorii
(brak, albo zaniedbywalne zagrożenie). Każda z instytucji
prowadzących prace w dziedzinie inżynierii genetycznej
posiada własne, wyspecjalizowane służby BHP, zdolne do
kontroli wszystkich stanowisk pacy z GMO. Są one bardziej
kompetentne niż jakakolwiek „policja” zorganizowana przez
MŚ. Trudno sobie wyobrazić budowaną niezależnie od służb BHP
organizację, która byłaby w stanie skutecznie skontrolować
pracę kilku tysięcy zespołów naukowych w całej Polsce.
Pochłonęłoby to środki prawdopodobnie większe, niż wszelkie
zyski z wprowadzania nowych biotechnologii. Co więcej, w
tych kilkudziesięciu (kilkuset?) laboratoriach, w których
prace prowadzi się metodami inżynierii genetycznej na
mikroorganizmach patogenicznych, niebezpieczeństwa dla ludzi
i środowiska wynikają nie z faktu stosowania metod
inżynierii genetycznej, lecz z faktu operowania
niebezpiecznymi mikroorganizmami. W takich wypadkach zasady
pracy z GMO są całkowicie nieadekwatne, a służby powołane do
kontroli placówek zajmujących się GMO nie będą w stanie
wyegzekwować należytego i bezpiecznego trybu prowadzenia
prac badawczych i produkcji (np. szczepionek
rekombinowanych). Do kontroli omawianych placówek powołano
odpowiednie służby (przede wszystkim SANEPID) i w ich
kompetencjach powinny pozostać wszelkie prace prowadzone na
mikroorganizmach chorobotwórczych, niezależnie od tego, czy
są czy też nie, prowadzone technikami inżynierii
genetycznej.
Drugim, jaskrawym przykładem zaostrzenia przepisów UE jest
przekazanie kompetencji w sprawach związanych z GMO organom
samorządowym. Dyrektywy Unijne nie dopuszczają takich
rozwiązań. Można sobie łatwo wyobrazić, że mocą decyzji tych
organów „strefy wolne od GMO” obejmą wszystkie powiaty i
województwa, co będzie równoznaczne z zakazem upraw GMO
nawet w tych przypadkach, gdy dany rodzaj GMO jest
dopuszczony do użycia w UE.
3. Projekt Ustawy jest niesłychanie szczegółowy. Reguluje
nawet takie sprawy, jak sposób pipetowania w „Zakładach
inżynierii genetycznej” (Art.40.1. pkt.11). Sądzę, że
większość przepisów dotyczących organizacji pracy z GMO,
sposobów powiadamiania o ich prowadzeniu i trybu wydawania
zezwoleń, powinna znaleźć się w rozporządzeniach
wykonawczych.
4. Podstawowym problemem, jaki stoi przed Rządem, nie jest
napisanie dobrej Ustawy, lecz wprowadzenie jej w życie.
Przeciwnicy GMO nie zaakceptują niczego, prócz całkowitego
zakazu prac nad GMO i ich stosowania w rolnictwie i hodowli.
Sądzę, że ustawa powinna być wprowadzona jak najpóźniej i
poprzedzona wielką kampanią, w której poważne instytucje
naukowe jak PAN, Senaty Wyższych Uczelni i Towarzystwa
Naukowe powinny przedstawić społeczeństwu sprawę GMO i
wszystkie korzyści i zagrożenia, jakie mogą wynikać ze
stosowania GMO w przemyśle, rolnictwie i medycynie.
Proponowałbym również, aby Minister Nauki i Szkolnictwa
Wyższego w porozumieniu z Prezesem PAN, zamówił i
sfinansował badania, których celem byłaby weryfikacja tez o
szkodliwości żywności GMO. Testy takie są wykonywane w
różnych krajach, byłoby słusznym przeprowadzenie ich w
Polsce i objęcie nimi tych odmian GMO, które w Polsce są lub
mają być uprawiane lub sprowadzane.
Uwagi szczegółowe
Art. 3. Jeżeli w sprawach żywności
genetycznie zmodyfikowanej, produktów leczniczych i pasz
stosuje się przepisy prawa UE, to dlaczego w pozostałych
sprawach związanych z GMO nie opieramy się na prawie
unijnym?
Art. 5.1. Wśród technik nie prowadzących do
otrzymania modyfikacji genetycznej wymienione są takie, jak
zapłodnienie in vitro, koniugacja, transdukcja,
transformacja i poliploidyzacja. Zapomniano o mutacjach i o
krzyżowaniu mikroorganizmów (to dotyczy np. drożdży, grzybów
nitkowatych itp). Oba te procesy występują w pryrodzie i są
szeroko wykorzystywane przy konstruowaniu szczepów dla
przemysłu, rolnictwa i medycyny. Wszystkie te procesy w
sposób oczywisty prowadzą do otrzymania modyfikacji
genetycznych. Przypuszczam, ze autorzy projektu
Ustawy chcieli wyliczyć procesy, które nie są przedmiotem
regulacji prawnej. Jeśli tak, to trzeba dodać wymienione
przeze mnie procesy mutacji i krzyżowania (rekombinacji
genetycznej). Proponuję dokładnie przetłumaczyć Część A
Załącznika II do Dyrektywy Rady 98/81/WE.
Art. 5.2. Bardzo źle sformulowany przepis.
Nie ma potrzeby odnoszenia się do procesów wymienionych w
Art.5.1. Wystarczy napisać, ze chodzi o techniki
rekombinowania DNA in vitro i wprowadzania
rekombinowanego DNA do komórek organizmów.
Art. 6. Artykuł dotyczy organizmów, a nie
mikroorganizmów. Nie występują u nich procesy transformacji,
koniugacji i transdukcji. (Wyjątek stanowią glony i
pierwotniaki, u których proces płciowy określa się nazwą
koniugacji, ale autorom z pewnością chodziło o koniugację
bakteryjną, której odpowiednika brak u organizmów wyższych).
Zapomniano o krzyżowaniu (rekombinacji genetycznej) i
mutacji.
Art. 7. W punkcie 1. jest mowa o tym, że
przepis dotyczy kategorii zagrożeń I, II i III. Te kategorie
są zdefiniowane dopiero w Art. 31. Co więcej, punkt 3 jest
sprzeczny z punktem 1, bo zrównuje kategorię I z
pozostałymi. Jeżeli to było intencja ustawodawcy, to
wystarczy wymienić kategorię I w punkcie 1.
Art. 11. Artykuł określa i wymienia 8
instytucji uprawnionych do kontrolowania „Zakładów
inżynierii genetycznej”. Czy autorzy projektu Ustawy są
świadomi faktu, że zakładów inżynierii genetycznej jest w
Polsce kilka tysięcy i że może warto byłoby wyłączyć spod
kontroli przynajmniej te, które prowadzą prace mieszczące
się w I kategorii zagrożenia?
Art. 19. Minister właściwy do spraw
środowiska jest uznany za organ właściwy w sprawach
dotyczących GMO, a w sprawach odmian, nasiennictwa itp
odpowiednie kompetencje ma Minister Rolnictwa, podobnie jak
w sprawach leków, Minister Zdrowia (Art. 22). Dlaczego
pominięto kompetencje Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego?
Większość prac badawczych prowadzona jest w placówkach jemu
podlegających. Dlaczego pominięto kompetencje Ministra
Gospodarki? Przemysł chemiczny, spożywczy, a nawet górnictwo
(ługowanie metali) będzie wykorzystywał GMO w
najrozmaitszych procesach produkcyjnych. Dlaczego pominięto
Ministra Obrony? W kilku krajach GMO są z pewnością
wykorzystywane do produkcji broni biologicznych?
Wydawałoby się słusznym przypisanie wszystkich kompetencji
związanych z GMO Ministrom odpowiednich resortów, a
pozostawienie Ministrowi Środowiska jedynie tych spraw,
które wiążą się z z uwalnianiem GMO do środowiska.
Art. 21. Krajową Strategię Bezpieczeństwa
Biologicznego powinien opracowywać Ministrowie Spraw
Wewnętrznych i Obrony, a nie Minister Środowiska. Większość
ekspertów uważa, że atak biologiczny może w rękach
terrorystów być dużo groźniejszy niż ataki bombowe.
Art. 26. Tu autorzy nie zapomnieli o
przedstawicielach ministerstw Nauki, Obrony i Spraw
Wewnętrznych (w Komisji d/s GMO), co oznacza, że pominięcie
ich w poprzednich Artykułach jest czystym przypadkiem.
Art.31 i następne definiują kategorie
zagrożenia (od I do IV) i zawierają przepisy określające
ocenę zagrożenia, sposób powiadamiania Ministra Środowiska o
prowadzonych pracach, wymagania, co do trybu prac itp. W
dużym stopniu artykuły te (cały Dział III, rozdział 1)
powtarzają treści zawarte w Dyrektywie Rady 98/81/WE, na
którą autorzy projektu Ustawy się powołują. Wykorzystują ją
jednak bardzo selektywnie. Dyrektywa ta nie przewiduje
tworzenia Zakładów Inżynierii Genetycznej, przewiduje też,
że prace mieszczące się w kategoriach I i II konieczne jest
jedynie powiadomienia właściwych władz (Art. 7, 8 i 9
cytowanej Dyrektywy). Projekt opiniowanej ustawy przewiduje
konieczność uzyskania pisemnej zgody również dla kategorii
II. Sądzę, że Dyrektywa jest znacznie lepiej napisana, wolna
od szczegółów i powinna być w pełni wykorzystana w projekcie
Ustawy.
Art. 43 – 58. Proponuję nie wprowadzanie
instytucji „Zakładu inżynierii genetycznej”. Nie jest to
instytucja przewidziana w Dyrektywach Unijnych, nie ma
takich instytucji w żadnym kraju na świecie. Zdarzają się
instytuty jak Europejski Instytut Inżynierii Genetycznej w
Trieście, ale jest to nazwa własna, a nie kategoria
instytucji badawczej czy produkcyjnej. Nie wprowadzając w/w
Zakładów uniknie się podwójnej biurokracji. Zarejestrowanie
Zakładu nie zwalnia od powiadamiania lub uzyskiwania zgody
władz na wykonywanie prac z zakresu inżynierii genetycznej.
We wnioskach o zgodę na takie prace trzeba określić warunki,
w jakich prace będą prowadzone, opisać zabezpieczenia,
procedury postępowania w razie awarii itp. Tak jak napisałem
w uwagach ogólnych na wstępie tej opinii, kontrola warunków
pracy w laboratoriach, w których występuje GMO, powinna być
powierzona właściwym komórkom BHP, a w przypadku prac nad
zjadliwymi mikroorganizmami czy nad żywnością wytwarzaną z
GMO, Inspekcji Sanitarnej i innym powołanym do tego
instytucjom.
Art. 59 – 97. Wiele z proponowanych
uregulowań powtarza te, o których mowa w artykułach 31-42,
nie mówiąc już o regulacjach dotyczących Zakładów. Proponuję
dokładne powtórzenie zapisów Dyrektywy 98/81/WE w przypadku
kategorii I i II. W przypadku kategorii III i IV sądzę, że
proponowane regulacje są dalece niewystarczające. Zasady
bezpieczeństwa powinny być adekwatne do najgroźniejszego
elementu występującego w prowadzonych badaniach lub w
procesie produkcyjnym. Jeżeli ktoś pracuje nad toksynami
bakterii takich jak wąglik czy nad genami wirusów takich jak
HIV czy wirus żółtaczki, to zagrożenia wynikające z tych
prac wynikają z obecności niebezpiecznego mikroorganizmu, a
nie ze stosowania inżynierii genetycznej. Odpowiednie
przepisy pracy z niebezpiecznymi mikroorganizmami istnieją
we wszystkich krajach świata, istnieją też służby, które są
odpowiedzialne za nadzór nad takimi pracami. Sądzę, że
sprawy nadzoru nad pracami kategorii III i IV powinny się
mieścić w kompetencjach Ministra Zdrowia, a nie Ministra
Środowiska.
Art. 98-109. Przepisy dotyczące organizmów
GMO innych niż mikroorganizmy powinny być dokładnie takie
same jak przepisy dotyczące mikroorganizmów. Techniki pracy
są często bardzo podobne w przypadku obu grup organizmów, w
wszystkich przypadkach manipulacje genetyczne dotyczą DNA,
RNA lub białek. Wymagania dotyczące wyposażenia i
organizacji stanowisk pracy powinny być sformułowane
podobnie jak w przypadku mikroorganizmów, tylko zamiast np.
objętości hodowli bakteryjnej powinno się określać wielkość
zwierzętarni i liczbę hodowanych myszy laboratoryjnych czy
też rodzaj fitotronu i liczbę siewek określonego gatunku
rośliny. Warto też wiedzieć, że w pracach nad organizmami
GMO innymi niż GMO, zawsze jednocześnie prowadzi się prace z
użyciem mikroorganizmów, gdyż po to, aby np. wstawić jakiś
gen szczurowi lub uzyskać u szczura knock-out genowy, trzeba
przejść przez etap klonowania fragmentów rekombinowanego DNA
w bakteriach lub drożdżach. Sądzę, że powiadamianie o takich
pracach lub występowanie o zgodę na ich prowadzenie, powinno
mieć formę jednego a nie dwóch lub więcej wniosków.
Art. 110-130 Dział IV Zamierzone uwolnienie.
Jak rozumiem, nie chodzi tutaj o otwartą uprawę
roślin genetycznie modyfikowanych, gdyż temu zagadnieniu
poświęcony jest Rozdział VI. W przypadku genetycznie
modyfikowanych mikroorganizmów do ich uwalniania do
środowiska może dochodzić, przykładowo, w następujących
sytuacjach:
- użycie bakterii GM do likwidacji wycieków ropy naftowej z
tankowców i po awariach rurociągów;
- zastosowanie bakterii GM w biologicznych oczyszczalniach
ścieków;
- zastosowanie mikroorganizmów GM w do rozkładania kompostów
i do upłynniania zawartości szamb;
- zastosowanie bakterii do opryskiwania sadów w celu
zapobieżenia krystalizacji wody i ochrony drzew owocowych
przed nagłym atakiem mrozu. Obecnie stosuje się takie
bakterie do chronienia przed przemarzaniem sadów
cytrusowych, prawdopodobnie znajdą one wkrótce zastosowanie
w innych uprawach;
- zastosowanie bakterii w kopalniach odkrywkowych do
ługownia cennych metali i w szybach naftowych do upłynniania
ropy w celu jej łatwiejszego wydobycia.
We wszystkich wymienionych powyżej sytuacjach, proponowane w
projekcie Ustawy regulacje są trudne albo niemożliwe do
zastosowania. Część z tych sytuacji ma charakter katastrof,
do opanowania których konieczne jest podjęcie błyskawicznych
działań i nie jest możliwym kilkutygodniowe oczekiwanie na
podjęcie decyzji przez urzędników. Trudno też sobie
wyobrazić, by tysiące właścicieli domów, którzy zechcą
dosypać preparat bakteryjny do swoich szamb, mieli zawracać
głowę urzędnikom wystąpieniami o zezwolenia.
Wszystkie powyżej wymienione sprawy można rozwiązać poprzez
wydawanie atestów na preparaty GMO, które stosowane są w
układzie otwartym. Powinny być traktowane jako produkty lub
składnik produktów, których wprowadzenie do obrotu jest
regulowane przepisami zawartymi w Dziale V. Oczywiście w
rozdziale tym powinien być wydzielony oddzielny punkt
poświęcony produktom, które z natury swoich zastosowań będą
stosowane w otwartym środowisku i powinno się postawić
wymogi, co do określenia ewentualnych zagrożeń tych
produktów dla środowiska.
Reasumując, uważam Dział IV Ustawy za zbędny.
Art. 131- 170, Dział V.
Dział ten, zgodnie z sugestią przedstawioną powyżej,
powinien obejmować produkty GMO, które są stosowane w
otwartym środowisku. Pozostałe produkty, to żywność, pasze i
leki. Sądzę, że w ustawie o GMO nadzór nad bezpieczeństwem
tych produktów powinien znajdować się w kompetencji
odpowiednio Ministrów Zdrowia i Rolnictwa, a Minister
Środowiska powinien pełnić rolę doradczą, którego opinia
jest zasięgana przez w/w Ministrów. To czy dany lek czy
środek spożywczy jest GMO ma dużo mniejsze znaczenie niż to,
czy nie jest szkodliwy dla człowieka. System kontroli i
dopuszczania do użycia leków jest w Polsce dużo bardziej
restrykcyjny niż proponowany system kontroli GMO. Sądzę, że
w trosce o zdrowie społeczeństwa, w stosunku do leków (i
żywności) powinno się pozostawić dotychczasowe rozwiązania
prawne i organizacyjne.
Art. 171-193, Dział VI Uprawy
roślin genetycznie zmodyfikowanych. Uprawa
roślinnych GMO jest sprawą budzącą największe kontrowersje.
Głównymi powodami protestów podnoszonych przez część
ekologów i niektóre organizacje społeczne są obawy, że
uprawa roślin opornych na szkodniki owadzie może zagrozić
również owadom nie będącym szkodnikami, że w wyniku
naturalnego krzyżowania się roślin pojawią się
„superchwasty”, czyli chwasty, które pozyskały gen oporności
od roślin GMO oraz że wyselekcjonują się owady oporne na
B.t. (białko obecne w roślinach GMO). Zwolennicy GMO
argumentują, ze jeżeli nie będzie się uprawiało roślin GMO,
to uprawy trzeba będzie opryskiwać środkami chemicznymi, co
spowoduje uśmiercenie znacznie większej liczby owadów, a
pojawienie się superchwastów jest mało prawdopodobne a
ponadto, wprowadzane są techniki, które ograniczają pylenie
się roślin GMO i problem ten w przyszłości przestanie
istnieć.
Ważnym i racjonalnym powodem, dla którego konieczne jest
wprowadzenie kontroli upraw, przechowywania i transportu
roślin GMO jest to, by nie zachodziło niechciane krzyżowanie
się tych roślin z roślinami tradycyjnych odmian. Ze względu
na bardzo ostrą propagandę anty-GMO, wielu konsumentów woli
zapłacić wyższą cenę za produkty z roślin genetycznie
niemodyfikowanych niż kupować produkty GMO. Jest to
wystarczający powód, aby producentom roślin
niezmodyfikowanych umożliwić ich działalność gospodarczą i
aby wprowadzić regulacje, które ochronią rośliny
niezmodyfikowane przed „skażeniem” GMO. Temu celowi służą
przepisy dotyczące rejestracji upraw GMO i określające
obowiązki osób prowadzących takie uprawy
(Art.181-185). Brakuje mi jednak odniesienia do
dokumentów określających precyzyjnie środki, jakie
prowadzący uprawy GMO powinien zastosować (np. rodzaj i
wielkość stref buforowych). Jeżeli w projekcie Ustawy
wymienia się liczne, szczegółowe wymagania dotyczące prac z
mikroorganizmami GMO, to tym bardziej powinno się je
wymienić w przypadku upraw roślinnych GMO.
Poważne zastrzeżenie budzą natomiast Art. 188-193
przewidujące możliwość tworzenia stref wolnych od
upraw roślin genetycznie zmodyfikowanych. Tworzenia
takich stref nie przewidują przepisy UE, w projekcie Ustawy
strefy takie można utworzyć bez jakichkolwiek ograniczeń, na
wniosek posiadaczy gruntów lub samorządu. Projekt ustawy
dopuszcza wprowadzanie stref wolnych od GMO bez
jakiegokolwiek uzasadnienia naukowego czy gospodarczego,
dopuszcza zatem, by sprawy GMO stały się przedmiotem
rozgrywek politycznych.
Koniecznym wydaje mi się sprawdzenie, czy wprowadzanie stref
wolnych od GMO (w grę może wchodzić, np. całe województwo),
jest zgodne z prawem UE, która w swoim czasie nie wyraziła
zgody i ukarała Austrię za wprowadzenie takiej strefy w
Styrii. Sądzę, że nie można ograniczyć prawa do uprawy
roślin dopuszczonych do uprawy na mocy art. 17 Dyrektywy
Rady 2002/53/WE i art. 17 Dyrektywy Rady 2002/55/WE, bo
oznaczałoby to złamaniem zasad swobodnej działalności
gospodarczej. Osoba prowadząca takie uprawy powinna
oczywiście stosować się do wszystkich rygorów przewidzianych
w odpowiednich artykułach niniejszego projektu Ustawy.